Nie wdając się w przyczyny - kolejny remont UAZa trwał prawie 3 lata... W pierwszym etapie została zrobiona blacharka:









Samochód dostał kilka nowych blaszek, szczególny nacisk położyliśmy na to, żeby przód przestał żyć własnym życiem i poczuł większy związek z resztą karoserii.
Fatum ciążyło nad silnikami. Pierwszy miał krzywy blok. Szkoda, że okazało się to dopiero po zrobieniu głowicy i paru innych drobiazgów... Drugi zaczął dobrze, ale po 20 sekundach pracy stanął - i tak zostało... Bywa i tak... Wtedy entuzjazm opadł i samochód poszedł w karną odstawkę...


Kolejny rozdział zaczął się pod koniec lipca 2009. Jest on pełen dramatycznych zwrotów akcji. Już - już zacząłem składać nowy silnik, gdy Ogórek Piotra L. stanął w ogniu :(



Okazało się, że samochód na tyle ucierpiał, że nie ma sensu go odbudowywać - i Piotr zgodził się sprzedać mi silnik, który w zeszłym roku wyremontował.



Pewnym problemem było przeholowanie samochodu bez hamulców i z lekko niekompletną kabiną, ale z odrobiną inwencji udało się ten problem rozwiązać...





W międzyczasie szykuję mojego UAZa do transportu. Po pierwsze skręcam "na gotowo" cały przód - poprzednio nie było to zrobione, bo nie mieliśmy kedry potrzebnej do montażu błotników.



Otwory w starych i nowych częściach mijają się czasami o ponad centymetr, więc trzeba trochę poprawić fabrykę...



Najważniejsze są jednak hamulce. Po trzech latach postoju nie ma się co łudzić co do ich dalszego istnienia. Zdejmuję bębny...



... no tak, trzeba to oczyścić...



... wymienić okładziny, bo z takimi raczej przeglądu nie przejdzie...



... i zweryfikować stan przewodów, bo takie uszkodzenia przy jednoobwodowym układzie mogą boleć.

Wszystkie części podlegają regeneracji - czyszczenie, szlifowanie, nowe gumki :)



Karcher ładnie doprowadza tarcze kotwiczne do czystości...



... i hamulce jak nowe.



W międzyczasie zdejmujemy budę ze spalonego Ogórka...



...i pakujemy ją na GMC z 1944 roku, na którym odjedzie w swoją ostatnią drogę.



Pozostałościom Ogórka urządzamy pogrzeb z wojskowymi honorami.



W UAZie ostatnie przygotowania przed holowaniem do warsztatu, gdzie będę przekładał silnik. Muszę doprowadzić elektrykę do stanu używalności - przynajmniej prowizorycznie, i tak w przyszłym roku czeka ją wymiana.



No i jazda - ostatni raz na sznurku. W przeciwną stronę tę drogę będzie pokonywał już o własnych siłach.



W warsztacie wyjmujemy silnik z ramy spalonego Ogórka. Przekładam cały osprzęt - on ucierpiał na skutek pożaru.



Przed ostatecznym zamontowaniem trzeba przygotować dziesiątki drobiazgów....



... i oczywiście nieustannie poprawiać fabrykę...



I nikt nie obiecywał, że będzie lekko - jak tylko zaczął jeździć, od razu go zagonili do roboty.......



Serdeczne podziękowania dla Jacka, Piotra L., Piotra S., Sławka, Andrzeja i całej rzeszy osób, bez których ten remont nie mógłby się odbyć ;)


Powrót